poniedziałek, 1 stycznia 2018


Witajcie, nazywam się Lucrecia Arcene, lecz kto mnie tak nazwie... cóż, złe rzeczy zdarzają się różnym ludziom. Jestem Luc, po prostu Luc, Lady Luc. Ponoć tytuł Lorda nie rozróżnia płci, ale to zbyt staroświeckie. Jak ktoś postanowi mi teraz przedstawić wykład o zwyczajach i tytułowaniu szlachty to, błagam... to Gwiezdno Wojenny blog, chyba nie tak trudno domyślić się jakiego Lorda mam na myśli. Nie oceniajcie mnie jednak tym nudnym czarno białym schematem przedstawiając poronione pomysły o wyższości światłą nad ciemnością, lub ciemności nad światłem. Definicje filozofów niezbyt mnie obchodzą. Już zbyt długo muszę ich znosić. Przemądrzałych dziadków starających się zaszufladkować mnie w jednej z ich filozofii. Mnie, istotę starszą niż spora część z nich razem wzięta. Widziałam czasy gdy Moc ogarniała Galaktykę i te gdy niemal zniknęła, pustkę Dzikiej przestrzeni i dziwy poza nią. Byłam w centrum światła i środku ciemności. Starałam się stanąć po między nimi. Starałam się utrzymać ich granicę w idealnym środku. To wszystko jest nudne, i nie ma sensu. Moc ... ma pewną świadomość która robi co chce. Świadomość która postanowiła...ehhh nie ważne, to moja opowieść. Jestem Luc, po prostu Luc i opowiem wam moją historię...


Pierwszym z projektów, o których wspominałam w poprzednim wpisie, jest taki oto krótki książko-komiks o postaci której imienia używam jako swój nick. Sama postać powstała jakiś (krótki) czas temu, kiedy to po złamaniu stopy, na przymusowym urlopie (3 miesięcznym L4 ...lub ZUS ZLA dla wtajemniczonych ;p ) grywałam godzinami w SWTOR czytując między czasie sterty książek. Luc jest starą mistrzynią Sithów, która osiągnęła poziom Mary Sue albo i jakiego bóstwa i uznała, że w Galaktyce nie ma już totalnie nic ciekawego do roboty a przez nadmiar poweru nie może umrzeć. W wieku kilku tysięcy lat Luc zamieszkała na Ziemi, na której również przebywa (w ukryciu) zakon Jedi. Jej przypadkowa interakcja z pewnym kandydatem na padawana i jego młodym mistrzem doprowadza do zdarzeń które zburzą porządek nie jednej galaktyki. Cała historia jest pewnego rodzaju chellange-niemożliwym o tytule "Napisanie fajnej postaci typu Mary Sue" czyli postać wie i umie wszystko a jednak coś może ją zaskoczyć. Postać taka musi być ideałem spokrewnionym lub rozkochującym w sobie wszystkich. W teorii nie da się takiej postaci napisać fajnie i ciekawie bo wiadomo że wszystko się jej uda... no bo jak by się nie udało to nie była by Mary Sue. Ale challenge to challenge... a więc:
1. Gwiezdno Wojenne  Fan-Fiction o postaci typu Mary Sue, którą da się lubić.
o, na razie, roboczym tytule "Lady" będzie się ukazywać na tym blogu dwa razy w tygodniu przez najbliższy miesiąc. Mam nadzieję że uda mi się ciekawie przedstawić tę postać i tym samym wykonać wyzwanie.

Drugim z wyzwań o którym w tym poście napiszę jest "zdjęcie" a konkretnie zdjęcie cyknięte smartphonem i zedytowane tylko i wyłącznie na nim. (Tak jak to  na górze wpisu. ). Challenge zakłada 365 zdjęć, (więc już jestem jedno w plecy bo to na górze wpisu jest z przed kilku dni). Tutaj też będę się trzymać klimatów Gwiezdno Wojennych, plus często będę tworzyć scenki lub dodawać dymki... tak więc:
2. 365 smartphonowych fot (Star Warsowych)

Trzeci challange to typowe wyzwanie rysunkowe, w którym jedyną zasadą jest jeden rysunek dziennie przez rok. Jako że umarł mi skaner będę zapewne ładować obrazki hurtowo z kilku dni. Tak samo jak wczorajszy, dzisiejszy i jutrzejszy wrzucę razem jakoś w środę wieczór.

Resztę wyzwań i projektów, oraz pierwszy rozdział opowiadania powinnam wrzucić rano. Tym czasem fotka jakiegoś rysunku z wczoraj, żeby było mniej łyso:
(napis w aurebeshu to "light")
wyzwanie nr...
3. 365 rysunków (jeden dziennie)
Podczas tego challenge nie będę się trzymać tylko i wyłącznie Star Warsowych klimatów. (Choć na tym konkretnym obrazku jest Luke Skywalker)

A teraz jeszcze...
taka mała zajawka  innych rzeczy które robię lub przerabiam :) 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz