środa, 10 stycznia 2018

Nie sądzę, żebym przed sobotą miała czas na jakiś pożądniejszy wpis, ani wrzucanie challenge. Planowałam władować cały dotychczasowy challenge rysunkowy 12stego (bo pierwszych 12 obrazków to jakby jedna seria). Razem z nimi pójda 3 krotkie komiksy, w tym jeden z przed 2 lat (o ilę znajdę go na dysku) . 4 roazdziały challenge opowiadanowego wrociły mi z bety, no i juz 4ty dzień jak nie wrzucam zdjęć. Nic nie poradzę, to masakrycznie cieżki okres jak się pracuje w księgowości i poprostu nie mam siły... na nic.

No... może prócz odpakowywania rezultatów styczniowego Toy Huntingu :)
(z braku czasu i sił w tym miesiącu jest  to tylko to co na początku miesiąca kupiłam online)

Na początek: Figurki- pieczątki. Jest ich 12 mam 5. Postaram się upolować komplecik, liczę że mi się uda bo pieczatki wychodzą naprawdę fajnie. Nawet fajny efekt daje to że pieczątka Vadera jest zniszczona.


A tak się prezentują:



Leia i Han błagają mnie o repaint tego zeza... jak znajde chwilę to się nimi zajmę.


Oprócz pieczątek (ta mała paczuszka) dotarła do mnie książeczka i pewien wielki pakunek.


Puszczałam już zajawkę. Powiem tylko że pudło jest oryginalbie od swojej zawarości... jest mega zniszczone i muszę je szybko złożyć zanim moje kocice je dobiją.



Ale zanim wrócę do pudła to pokażę wam ksiązeczkę


to kolejny, papierowy tomik Jedi Quest (mam komplet w postaci ebooków ale wole czytac na papierze). Ksiażeczek nigdy nie wydano po polsku, jak zresztą wiekszosci Star Warsowych młodzieżówek pani Watson. Zawsze strasznie podoba mi się ten holograficzny napis na tomikach. Seria Jedi quest jest o Obi-Wanie i Anakinie... zbieram jeszcze (wydaną do 16stego tomiku w Polsce) serię Jedi Apprentice (o Obi-Wanie i Quigonie) i przymierzam sie do Lasst of the Jedi (Obi-Wan na Tattooine)

Ten tomik opowida o misji głównych bohaterów na jakiejś niemal nie zamieszkalej planecie, ktorej głownym celem jest wstrzymanie ze sobą przez tydzień. Oczywiście dochodzi do strzelenia focha, oczywiscie Anakin (niechcący) narozrabia, ale wszystko w dobrze się skończy. Nie pamiętam czy w tej książce młody też kogoś cichaczem/przypadkiem zabije bo czytałam ją już dość dawno. Wciągnę ja zapewne na raz w jakiś wolny wieczór... i może streszczę jakimiś obrazkami :)

Wróćmy do paczki:

Pudło, czy jak tam to nazwać, jest nprawdę spore. Jakoś 50x50x25 i na pierwszu rzut oka, nie przezyło starcia z listonoszem.

Po częściowym odwinięciu, efekt jeszcze gorszy. Ale w sumie nawet nie spodziewałam się oryginalnego pudełka, więc mimo pogniecenia go, jestem mile zaskoczona.


Sam kartonik nie jest w najlepszym stanie. (Musze go złozyć i schowac z innymi pudełkami.) ale zawartośc w środku opatulona toną folii bombelowej.


Pudło zawierało dwie mumie :)


Pierwsza figurka to Han Solo. Oceniła bym jej stan na "mint condition" :) <3 . Trochę śmiesznie sterczy mu ten kaptur na czapce ... no i jak to u Kennera, malowano go z procy a rzeźbiono nocą, ale ma to swój urok


Drugi jest TaunTaun. Rany ale on ma milutki pysio @.@ Zwierzak jest o wiele słodszy niż na filmie. To stworzonko już zawsze będzie mi się kojarzyć z pewnym meme (bodajże z serii: co by było gdyby bohaterowie Star Wars mieli dostęp do fejsa):
 
"Leia ( apropo pocałowania, dość namiętnego, braciszka na początku ESB): Ja tylko chciałam zemścić się na Hanie po tym jak przespał się z moim bratem wewnątrz martwego zwierza."
 



No paczcie na to pysio <3
 
TaunTaun nie jest w tak dobrym stanie jak Han, ale nadal wygląda bardzo nieźle :)
 
A tak prezentują się razem:


 
I taka jeszcze dygresja na koniec wpisu. Tan snieg na ramionach Hana wygląda bardziej jak ptasie kupy albo jakby przed chwilą w tej kurtce malował sufit, niż śnieg. Ale to ciekawy motyw że domalowani śnieg na lalce :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz